Patron

Władysław Stanisław Reymont (1867-1925)

Stanisław Władysław Rejment (bo tak brzmiało pierwotnie nazwisko pisarza) urodził się 7 maja 1867 roku we wsi Kobiele Wielkie w pow. Radomsko. W jego rodzinie tradycje szlacheckie przeplatały się z chłopskimi. Ojcem pisarza był wiejski organista, Józef Reyment, a matką zubożała szlachcianka - Antonina z Kupczyńskich. Rejmentowie mieli liczne potomstwo: siedem córek, i dwóch synów, zaś Władysław Stanisław był ich piątym z kolei dzieckiem. Jest rzeczą zrozumiałą, że warunki startu życiowego w tak licznej rodzinie nie mogły być łatwe. Wspomnienia z domu rodzinnego - jak się zdaje wyniósł nie najlepsze. Żywił zwłaszcza niechętny stosunek do ojca. W liście do brata już jako początkujący pisarz tak się zwierzał: Wierz mi, że lepiej będzie, być i nie może. Znasz ojca. Sknerstwo posunął do głupoty, do własnego zjadania się [...]. To co powiem nie jest przyjemnym - otóż większego próżniaka ja nie znam na świecie, nie można by nawet przypuszczać, że istnieje - a większego egoisty nawet Balzac by nie wymyślił [...]. Nie myślałem, że jest Ojciec, i to nasz Ojciec, dla którego obowiązki ojcowskie nie istnieją, który wprost nienawidzi własnych dzieci, który tylko myśli o sposobie, jakby się pozbyć wszystkich, jakby zrucić (!) ten ciężar wychowania i opieki z siebie. Jest to potworne, ale niestety prawdziwe i pomyśl, że to wszystko pochodzi z próżniactwa, takiego strasznego, chłopskiego próżniactwa [...]1. A przecież ten portret ojca nie mógł być zupełnie prawdziwy. To prawda, że sprawom rodzinnym i parafialnym nie oddawał się bez reszty. Znajdował bowiem czas na czytanie gazet i czasopism. Kupował również książki, co w środowisku, w jakim żył, było ewenementem i przysparzało mu złośliwych docinków. O przyszłość swoich dzieci jednak się troszczył. To one raczej nie spełniały jego oczekiwań. Dotyczyło to szczególnie wykształcenia synów. Starszy o osiem lat od Władysława Franciszek miał z woli ojca zostać lekarzem. Na trzecim roku studiów medycznych Uniwersytetu Kijowskiego został relegowany z uczelni za działalność w ruchu socjalistycznym, by ostatecznie zostać prowincjonalnym farmaceutą, co rzecz jasna nie odpowiadało ojcowskim ambicjom. Młodszy, Władysław Stanisław, w szkole elementarnej uczył się nieźle, nic więc dziwnego, że rodzice zrezygnowali z wyższych ambicji i pragnęli mu zapewnić jedynie jakiś fach. Okazało się jednak, że i to nie było łatwe. Oddany do zakładu krawieckiego jako terminator ledwie zdobył uprawnienia czeladnicze, zrezygnował z doskonalenia się w tym zawodzie. W roku 1884 za udział w pracy konspiracyjnej zostaje wydalony z Warszawy. Rozpoczyna się w jego życiu okres zmagania się z losem. Marzy mu się kariera aktorska. Wstępuje więc w roku 1885 (pod pseudonimem Urbański) do wędrownej trupy teatralnej. O swej doli aktorskiej tak pisał do siostry Katarzyny: Uwierz mi, że teatr nie jest takim złem, jak go przedstawiają, a ma to dobre, że uczy żyć oszczędnie, trochę za oszczędnie, ale co robić. [...]. Teatr to właściwie moje pole; ma się rozumieć, że teraz muszę się zadowalać rolami drugo i trzeciorzędnymi [...]. Jeślibyś mogła jakie stare po Kostusiu spodnie (nota bene niepotrzebne) mi przysłać [...] to z wdzięcznością przyjmę.2 Rychło okazało się, że życie aktorskie nie jest sielanką. Musiał znosić wraz z głodującą trupą aktorską biedę i upokorzenia. Oburzały go praktyki kierownictwa nie płacącego gaży, intrygi i zawiść środowiska aktorskiego, niski poziom życia umysłowego ziemian i mieszczaństwa. Zdecydował się więc na powrót do rodziców. Skorzystał z protekcji ojca i podjął pracę na kolei. Tu pełnił funkcję robotnika drogowego, dozorującego kilkudziesięciometrowy odcinek plantu kolejowego. Na plancie pracował dwa i pół roku (z krótką przerwą w 1892 r., kiedy to ponownie próbował swego szczęścia na deskach scenicznych).

Ten aktorsko-kolejarski los wzbogacony został o doświadczenia szczególnie osobliwe. Oto ktoś odkrył w nim zdolności medialne. Pewien adept modnej wówczas „wiedzy tajemnej”, niejaki Puszew, nakłonił Reymonta, aby powędrował z nim jako medium na organizowane przez niego seanse spirytystyczne. I ten życiowy epizod przyniósł mu rozczarowanie. Jednak podróże po Niemczech były dla niego niewątpliwie znaczącym doświadczeniem. Najprawdopodobniej w owym okresie dojrzewała w nim świadomość konieczności zajęcia się czymś naprawdę sensownym, odpowiadającym rzeczywistym jego zainteresowaniom i pragnieniom. Tą dziedziną była literatura.

W latach 1881-1883 napisał cały szereg nowel, opowiadań i szkiców. Przychylne krytyki spowodowały, że w roku 1893 przybył do Warszawy, by tu realizować się jako pisarz.W Warszawie musiał liczyć wyłącznie na siebie. Nie chciał nikogo z rodziny prosić o pomoc materialną. Przez pierwsze lata jego pracy literackiej nadal wiernie towarzyszyć mu będzie bieda. O tych latach tak pisze B. Kocówna: Przyjechał mając majątku walizkę rękopisów, bieliznę zawiniętą w gazetę i maszynkę do papierosów oraz długoi pół rubla (wśród dłużników winien 3 ruble Borynie) zamieszkał przy ulicy Świętojańskiej, dzieląc pokój z murarzem, krawcem i szewcem. Jego „Buty piły wodę jak smoki”. Ubranie się tak prezentowało, że garson u Lourse'a wyprosił go z kawiarni (1894). Pisał w katedrze św. Jana, nie mając własnego spokojnego kąta.

Książkowy debiut (Pielgrzymka do Jasnej Góry) w roku 1895 również znacząco nie wpłynął na poprawę jego sytuacji materialnej. Jednak przychylna reakcja krytyki była świadectwem sukcesu pisarza. W ślad za nią pojawiają się następne pozycje. I tak w roku 1896 wychodzi Komediantka, a rok później Fermenty. W roku 1897 na rynku czytelniczym pojawia się również tom opowiadań pod tytułem Spotkania. Szczególnie bogaty dla twórczości Reymonta jest rok 1899, kiedy to wychodzi kolejny (po Komediantce i Fermentach) utwór o środowisku aktorskim oraz szkic powieściowy o tematyce chłopskiej Sprawiedliwie. W tymże roku ukazuje się również Ziemia obiecana. Powieść o gwałtownie rozwijającej się Łodzi okazała się niebywałym literackim sukcesem. Mimo to nie zmieniła ona sytuacji materialnej pisarza. W liście do siostry Kazimiery Reymont skarżył się: Cóż mi z tego, z tej głupiej sławy, z tych hymnów pochwalnych czy potępień z portretów, kiedy często gęsto nie mam na obiad, a jak teraz, nie mam wracać za co do kraju. A przecież nie hulam ani się bawię, ani nawet tak żyję, jak powinienem.4 Finansową niezależność uzyskuje pisarz dopiero jako ofiara wypadku na kolei.

Reymont za poradą adwokata wniósł „akcyz” o odszkodowanie. Po zapłaceniu kosztów procesowych otrzymał pokaźną kwotę 33 500 rubli. Mógł wówczas pozwolić sobie na kosztowne leczenie i długotrwały pobyt za granicą. Wkrótce dokonuje również zakupu majątku Charłupia pod Sieradzem, a następnie w okolicach Wrześni w Wielkopolsce. Dopiero w rok po katastrofie, tj. w roku 1901, ponownie próbuje swoich sił jako literat. Napisał kilka drobnych rzeczy do „Tygodnika Ilustrowanego”, „Ilustracji Polskiej”, „Kuriera Warszawskiego” i „Chimery”. Wkrótce ponownie zdecydował powrócić do pisania rozpoczętych jeszcze przed katastrofą Chłopów. Praca nad tą powieścią zajmie mu szmat czasu - od 1902 roku do 1909. Równolegle z chłopską epopeją pisać będzie nowele zebrane później w cyklach: Z pamiętnika (1903), Na krawędzi (1907) i Burza (1908). Z utworów wydanych w tym czasie na szczególną uwagę zasługuje poetycki reportaż pisany pod wrażeniem rewolucyjnych wydarzeń 1905 roku zatytułowany Z konstytucyjnych dni.

Właśnie Chłopi stają się jego dziełem życia. Powieść zyskała rozgłos światowy. Zachęciło to pisarza do dalszej pracy nad utworami o jeszcze większym rozmachu epickim. W latach 1914-1919 publikuje trylogię Rok 1794 (Ostatni sejm Rzeczypospolitej, Nil desperandum, Insurekcja). Wbrew intencjom pisarza utwór ten okazał się artystyczną porażką.

Pomimo że do końca życia był literacko czynny, to jednakże nie udało się mu już stworzyć dzieła, które choć częściowo dorównywałoby Chłopom czy Ziemi obiecanej. Zapewne zadecydowało o tym odejście pisarza od tematyki wymagającej spojrzenia realisty i obserwatora.

W roku 1924 spotkało go zaszczytne wyróżnienie. Oto bowiem jako drugi po Sienkiewiczu polski pisarz otrzymał literacką Nagrodę Nobla. W okresie tym stan zdrowia autora Chłopów szybko się pogarszał. W sierpniu 1925 roku w Wierzchosławicach Wincenty Witos zorganizował uroczystość będącą wyrazem hołdu polskiej wsi dla największego jej piewcy. Niestety, był to już ostatni wielki triumf Reymonta. Wkrótce po śmierci Żeromskiego, w dniu 5 grudnia 1925 roku odszedł kolejny wielki pisarz polskiej literatury.